• Dorota Szparaga

Główny Szlak Beskidu Wyspowego: Lubomir - Ciecień - Worecznik - Dalna Góra - Śnieżnica (Dzień 7)

Aktualizacja: lut 2

Trasa: Lubień – Lubomir – Wiśniowa – Ciecień - Skrzydlna – Worecznik – Dalna Góra – Kasina Wielka – Śnieżnica – Przełęcz Gruszowiec

Dystans: 42 km

Przewyższenia: +2014/-1686


Tym razem niestety prognozy się potwierdziły. Całą noc padał deszcz a nad ranem było zimno. Pogoda mało zachęcająca do wyruszenia na szlak.


Zaczynam z Lubnia około g. 6 nad ranem, już świta. Na szczęście deszcz przestał padać. Kieruję się żółtym szlakiem na Lubomir. Bardzo przyjemne podejście szeroką ścieżką przez bukowy las. Miejscami jest trochę błota, więc już na samym początku zaliczam spektakularny upadek (pokłoniłam się górom).


Zawsze rano mam dużo energii. W środku rozpiera mnie radość z przebywania w górach. Świat na zewnątrz wariuje a ja mam tu swój azyl. W głowie obmyślam kolejne eskapady. Uwielbiam jesienny las nawet, gdy jest mokry. Kojarzy mi się z okresem, gdy ze znajomym robiliśmy sobie weekendowe wycieczki do pobliskich lasów zakończone ogniskiem.

Po drodze na chwilę wychodzę z lasu. Przede mną rozpościerają się widoki na wyspy, nad którymi unoszą się ciężkie chmury i miejscami tańczy mgła. W międzyczasie docieram do szczytu Patryja. Znów ciekawa nazwa.

Zdobywam Lubomir otoczony mgłą. Jest bardzo rześko. Dziś niewiele spałam, więc żeby się rozruszać żwawo zbiegam w kierunku Kobielnika. Przede mną rozpościerają się widoki na góry i dolinę. Na niebie są niesamowite chmury a miejscami przebłyskuje niebieściutkie niebo. Jest tu przystanek autobusowy, który wygląda jak wiata. Gdy zbiegam zagaduje mnie jakaś Pani. Pyta, czy może bardziej stwierdza: „Relaksuje się Pani?”. Stanowczo odpowiadam „Tak”.


Tak się rozpędzam tym asfaltem, że prawie do Lipnika dobiegam. Ten błąd kosztuje mnie powrotne podejście. Zamiast źle oznaczonego szlaku zielonego przez pola (wczoraj go pokonałam z Tomkiem) wybieram szlak rowerowy, który prowadzi asfaltem do Wiśniowej. Tutaj mijam cmentarz. Groby zasłane zniczami i kwiatami, ale cmentarz zieje pustką. Dziwnie to wygląda.


Teraz czeka mnie konkretne podejście na Ciecień. Zaczyna się trochę rozpogadzać. Schodząc z Ciecienia spotykam turystów. O tej porze roku jest to rzadki widok, szczególnie w tych mniej popularnych miejscach. Pada popularne pytanie: „Daleko jeszcze na górę?” Dalej szlakiem czerwonym zbiegam do Skrzdlnej, gdzie jest drewniany kościół. Na chwilę robię tu przerwę. Posilam się krakersami i gorącą herbatą z miodem. Chciałoby się polecieć dalej czerwonym na Kasinę, ale Główny Szlak Beskidu Wyspowego biegnie czarnym szlakiem. Dzięki temu zdobywam Worecznik i Dalną Górę. Po drodze muszę pokonywać ogrodzone pastwiska. Ku mojemu zaskoczeniu z Worecznika rozpościera się niesamowity widok, który oświetla słońce przebłyskujące z chmur. Zbiegam do Porąbki gdzie zmieniam koloru szlaku na chwilę na czerwony a potem na żółty, który prowadzi przez las. Ścieżka płynie, więc moje buty są już kompletnie mokre. Las już robi się tajemniczy. Dochodzę do wyciągu pod Śnieżnicą.


Słońce już zachodzi. Podchodzę kawałek ścianą płaczu i zatrzymuje się na zdjęcia. Robi się naprawdę zimno a stopy mi zamarzają w mokrych butach. Gdy już robi się ciemno kroczek za kroczkiem podchodzę pod górę. Znam to podejście, więc już nie robi na mnie wrażenia. Końcówkę robię w świetle reflektora, który świeci prosto na mnie. W międzyczasie organizuje transport. Potem już krótkie trzykilometrowe zejście do Przełęczy Gruszowiec zielonym szlakiem. Jest już kompletnie ciemno, ale szlak szeroki i dobrze oznaczony. W takich warunkach chodzenie nocą jest przyjemne. Pomiędzy drzewami prześwituje ogromny księżyc. Jest bardzo rześko.


Przyjeżdża po mnie syn gospodyni. Szybko zjadam obiadek i szybko pod prysznic. Muszę się rozgrzać. Wieczorem zasypiam jak małe dziecko. Kolejny cudowny dzień za mną.

Szkoda, że to już prawie koniec...



Ostatnie posty

Zobacz wszystkie