• Dorota Szparaga

Relacja Główny Szlak Beskidzki: Wiata pod Świerzowem - Iwonicz-Zdrój (Dzień 22)

Aktualizacja: lut 22

Dystans ok. 50 km (Total 862km)


Ruszyłam o g. 6 z mojego noclegu przez zamglony las do Kątów. Intensywny wiatr przeganiał mgłę, dzięki czemu momentami na chwilkę przebijało słońce. Piękny spektakl. Spotkałam tu tez biegacza, kolegę z Łodzi, który właśnie wygrał Bieg Rzeźnika w kategorii mix.


Gdy wychodzę na łąki to trudno mi rozpoznać to miejsce, ponieważ gdy szlam w tamtą stronę trawa nie była tak wysoka. Dziś faluje czesana wiatrem. W sumie szłam tedy ponad 2 tygodnie temu. Spotykam Darię, która idzie GSB. Wymieniamy się informacjami na temat błota bieszczadzkiego i Beskidu Niskiego. Schodzę do Kątów, Do Chono tu gdzie mam do odebrania swój depozyt z jedzeniem i liczę na to, że zjem pizzę. Pizzeria niestety jest zamknięta, jednak Państwo zapraszają mnie do środka. Specjalnie dla mnie odpalają piec i przygotowują pizzę bez sera, za to z tuńczykiem i warzywami. Bardzo dziękuje, była pyszna! Robię też drobne zakupy w sklepie. Ruszam dalej o g. 14. Jest już bardzo gorąco. Mam też z tyłu głowy, że na dziś były zapowiadane burze. Zaczyna działać adrenalina, bo wiem, że mam do przejścia jeszcze 30 km a jest już dosyć późno.


Gdy schodzę do Chyrowej spotykam 2 panie spacerujące z kijkami. Zadają mi serię pytań, czy nie boję się chodzić sama, gdzie idę itp. Dowiaduję się min., że szlak czerwony kiedyś prowadził inaczej. One nigdy w życiu by same do lasu nie weszły. Ja natomiast wchodzę i i o g. 19.30 jestem w pustelni Św. Jana. Rozmawiam tutaj z panem dbającym o porządek w tym miejscu. Też się dziwi, że idę sama. Już się trochę przyzwyczaiłam, że często kobieta sama na długodystansowym szlaku, zwłaszcza prowadzącym przez las budzi zdziwienie. Po tej krótkiej rozmowie ruszam biegiem w kierunku Nowej Wsi. Tu widzę skutki zalania-zerwany most. Na szczęście już postawili nowy i mogłam spokojnie przekroczyć Jasiołkę. Ruszam na Cergową. Obawiałam się podchodzenia w nocy, ale okazało się, że towarzyszyły mi ostatnie przebłyski słońca, więc nie musiałam włączać czołówki. To ogromna zaleta czerwcowych długich dni. Docieram na szczyt o g. 21.09. Podchodząc obserwuje też przebijający między drzewami fantastyczny zachód słońca. Brakowało mi dosłownie półgodziny, żeby obejrzeć go ze szczytu.


Schodzę. Zwykle latem po zachodzie słońca jeszcze ok 45 min. jest trochę jaśniej, ale ponieważ przyszły chmury momentalnie zapadła noc. Jakby ktoś nacisnął wyłącznik. Włączam czołówkę. Liczyłam na to, że zejście będzie już banalne i uda mi się przyspieszyć i szybko dojść na mój nocleg. Zejście jest jednak strome i ślisko. Muszę stawiać kroki bardzo ostrożnie, żeby nie zjechać. W nocy las wygląda inaczej, inaczej też odbieram dźwięki w koło. Mam jakieś małe lęki, ale silniejsza jest chęć dotarcia na nocleg. W tle słyszę odgłosy zwierząt, ale żadne oczka mi się nie świecą odbijając światło czołówki. W dolnej części lasu muszę iść dużo bardziej uważnie, bo w koło jest więcej ścieżek. Część z nich służy do obejście namiękniętego szlaku, część prowadzi gdzie indziej. Muszę się pilnować, w ciemności wyszukuje oznaczeń szlaku. Wyczekuję już asfaltu. Ok g. 22 wychodzę z lasu i dzwonię do p. Marty

Agroturystyka "Za Lasem" gdzie nocuję. Proponuje, że po mnie przyjedzie, ale to trochę bez sensu, bo musiałabym jutro zaczynać z tego miejsca. Idę więc dalej. Z jakiejś posesji wybiegł pies, ale na szczęście za chwile pojawił się właściciel. Chyba pod wpływem adrenaliny pomimo 50 km w nogach dochodzę na nocleg już o g. 22.30. Zjadam pyszną zupę, do tego jeszcze domowe ciasto. Pycha. Dodaję jeszcze białko na regenerację, bo to był bardzo intensywny dzień. Kładę się spać ok. północy.


Jestem szczęściarą. Po południu słyszałam w okolicy burzę, ale do mnie nie doszła dlatego mogła dzisiaj mocniej przycisnąć i przejść w sumie 50km. Dzisiejszy dzień rozpoczęłam o g. 6 rano a zakończyłam o g. 22.30.


0 komentarz