• Dorota Szparaga

Relacja Główny Szlak Beskidzki: Węgierska Górka - Baza Namiotowa Głuchaczki (Dzień 15)

Zaktualizowano: lut 22

Dystans ok. 38 km (Total 593km)


Tego dnia budzę się w łóżku o g. 4:30. Ciepłe łóżko nie zachęca do pobudki. Taka mentalna walka, żeby się podnieść. Rano muszę spakować jeszcze plecak, paczkę z brudnymi rzeczami i plecakami, których nie będę używać i ja nadać. Tego dnia pierwszy raz od dawna czuje się czysta. Ostatnio różnie z tym bywało. Nawet zaczęłam sobie tak w myślach żartować, że „Szparaga we własnym sosie” oznacza utaplana w błocie od stóp do głowy.


Tego dnia na śniadanie miałam kaszkę gryczaną z bakaliami. Do tego mocna kawa na dobry początek dnia. Czysta i świeża opuszczam willę pani Broni. Nie potrwa to długo, ale chociaż start jest pozytywny.


Podążam asfaltem, aby niebawem odbić w zielone knieje. Po chwili marszu za mną pozostają doliny pokryte soczystą zielenią. Na horyzoncie widzę z tyłu jakąś męską ekipę. Ich psy podbiegają do mnie i towarzyszą mi do Abramowa. Tam robią odwrót. Rozkoszuję się tym dniem. Jest ciepło, sucho i nie pada deszcz. Na podejściu na Rysiankę gdy idę pięknym wąwozem zaczyna już niestety siąpić deszcz. Robię sobie przerwę w schronisku na obiad: zupa pomidorowa z kopytkami. Rozmawiam z panią Anią, która zna moją stronę. Dostaję w gratisie kawę i drożdżówkę na drogę. W schronisku pełno turystów, choć pewnie muszą czuć się lekko zawiedzeni, bo widoków tego dnia brak.


Podążam na Hale Miziową błotnistym szlakiem. Po drodze odwiedzam dobrze znany mi szałas, gdzie zaliczam krótka drzemkę regeneracyjną. Gdy ruszam pada już konkretnie. Schodząc na przełęcz Glinne pokonuję kolejny urokliwy wąwóz. Na przełęczy biorę ze sobą zapas wody z toalety za jedyne 2 złote. Na przełęczy znak mówi, że do Głuchaczek gdzie chcę dotrzeć jest 3,5g, 10km i wiem, że czeka mnie kilka górek. Tymczasem jest już g. 18. Na nieszczęście teraz to już nie pada, ale leje. No nic muszę iść dalej. Od stania w miejscu nie ubędzie kilometrów. Gdy mijam bazę namiotową na Jaworzynie. Kusi mnie zapach palonego drewna. Bardzo kusi, ale tego dnia chcę dojść przynajmniej do Głuchaczek.


Udaje mi się dotrzeć na bazę. Rozbijam namiot na palecie pod dachem. Przynajmniej nie będzie mi lało na głowę. W środku są rzeczy jakiegoś chłopaka, ale jego nie widzę. Jem kolację i idę spać. Muszę się nagrzać. Rozpętuje się straszna ulewa, do tego dochodzi silny wiatr. Zrobiłam niespełna 38km, więc stwierdziłam, że nie muszę smarować się maścią końską. To był błąd w nocy budzi mnie ból i deszcz.


0 komentarz