• Dorota Szparaga

Relacja Główny Szlak Beskidzki: Baza namiotowa Regetów - Przechyba (Dzień 8)

Aktualizacja: lut 22

Dystans ok. 33 km (Total 292 km)

Budzik zadzwonił o 3.30. Już miałam wychodzić z namiotu, ale usłyszałam jakieś zwierze tuż obok. Jak się później okazało wywęszyło resztki mojego makaronu, który wieczorem mi się wylał, więc zakopałam pod ściółką. Do wiaty, gdzie spałam, na szczęście nie doszło. Czekam w namiocie aż skończy jeść. Stwierdziłam, że wykorzystam ten czas na dodatkową krótką drzemkę. Ruszam o 6.30 po zastrzyku energii w postaci kaszki i kawy.

Tuż przed Halą Łabowską spotykam kolegę, który rozpoznaje mnie z tej strony. Okazało się, że spał nieopodal mnie w hamaku. Idę spokojnym krokiem do Rytra. Zaczyna robić się bardzo ciepło. Docieram o g. 11.30. Moje pierwsze kroki kieruję do sklepu po zwyczajowe zakupy (banan, sok, buła) a potem po depozyt do rodziców koleżanki koleżanki. Przyjmują mnie bardzo miło. Kawa na altanie, pyszny rosół i arbuz. No i kontakt, więc mogę się podładować. 1,5h minęło nam na miłej rozmowie. Zawsze na wyjazdach mam obawę, że zabraknie mi prądu, więc wykorzystuję każdą nadarzającą się okazję, żeby się podładować.

Po tej chwili relaksu ruszam dalej. Po ostrym podejściu gawędzę ze straszą panią, którą spotykam przy mijanym domu. Żartuje, że wszyscy idą na dół a ja na górę. Opowiada też o turyście, który chodził nago po szlaku i chciała go zniechęcić do tego strasząc pokrzywami. Idę dalej i na podejściu spotykam Jurka Kwietnia, który robi GSB z drugiej strony i „znamy się” za pośrednictwem tej strony. Dziwi się, że nie spotkał mnie wcześniej. Przyznam się, że jestem mocno zaskoczona zasięgiem z jakim docieram z moją relacją.

Piękna pogoda, suche buty, stabilny grunt pod nogami. Czego mogę chcieć więcej? Myślałam, że dalej będę szła już bez przerw, ale poprosiłam napotkanego kolegę o zrobienie zdjęcia, chwilę porozmawialiśmy. Z prędkością karabinu maszynowego zadał mi serię pytań o sprzęt, trasę, czy robię odznakę diamentową. Też myśli o GSB.

Na Radziejowej wieża jest zamknięta, ale 2 śmiałków ośmieliło się wejść, ale po tym jak nadjechał samochód zeszli jeszcze szybciej niż weszli. Do Przehyby idę spokojnym, umiarkowanym marszem podziwiając widoki w koło. Rozglądam się po drodze za miejscem, gdzie mogłabym rozbić namiot. Nie wygląda to obiecująco. Dochodzę do schroniska a tam ostra impreza, wiec decyduję się rozbić namiot pod wieżą. Mam nadzieję, że w nocy nie będą próbowali tutaj wejść. W schronisku korzystam z łazienki i ładuję akumulatory.

„A jak patrzy się z Przehyby widać prawie cały świat” A. Andrus

0 komentarz