• Dorota Szparaga

Relacja Główny Szlak Beskidzki: Wołosate - wiata pod Połoniną Caryńską (Dzień 1)

Aktualizacja: lut 22

Do Ustrzyk Górnych dotarłam o g. 10. Mnie i jeszcze grupę turystów wita miejscowy, popijający piwko: nie było korony w Bieszczadach to teraz będzie. W sklepie kupuję sok i banana. Łapię busa do Wołosatego.

O g. 11.06 rozpoczynam swoją wędrówkę. Kierunek Przełęcz Bukowska. Potem Rozsypaniec i Halicz. Na podejściu na Halicz było bardzo ślisko- tańczę w błocie, ale na szczęście bez upadków. Od czasu do czasu towarzyszy mi deszcz, w przerwach między opadami urokliwe chmury. Na Tarnicy pełno ludzi. Schodzę do Ustrzyk Szerokim Wierchem, przed sobą widzę dalsze etapy mojej wędrówki-Połoniny. Tuż nad Ustrzykami oberwanie chmury, choć teoretycznie miało się wypogodzić. Ja mam wszystko mokre. Na szczęście mam wodoodporne skarpetki. Jest bardzo ślisko, zaliczam upadek i...dziurę w spodniach.


W Ustrzykach jestem o g. 18 po 23 km i ponad 900 m przewyższenia. Ruszam na Połoninę Caryńską, ale zatrzymuje mnie turysta-martwi się, gdzie idę o tej porze. Rozmawiamy 15 minut, ale nadal gdy się rozstajemy, nie wygląda na uspokojonego. Na podejściu mam kryzys. Wychodzi nieprzespana noc w autobusie, podbiegi a nogi jeszcze nie przyzwyczajone. Decyduję się na nocleg w wiacie, gdzie ok. 21.30 pojawia się jeszcze 2 turystów. Michał i Iga, którzy poznali się na starcie GSB pierwszego dnia i od tego czasu idą razem. Są już na finishu. Podobno tego dnia na Caryńskiej był niesamowity zachód słońca-wrzucam dzięki uprzejmości Michała. Mieli schodzić do Ustrzyk, ale zdecydowali się na nocleg ze mną.


Tym sposobem poznałam nowych górskich znajomych! Idę spać o 23. Cały czas pada, więc decyzja o noclegu w wiacie była słuszna.



0 komentarz