• Dorota Szparaga

Relacja Główny Szlak Beskidzki: Magurka Radziechowska - Ustroń (Dzień 13) Półmetek

Aktualizacja: 7 dni temu

Dystans ok. 53 km (Total 510 km)


Spałam dziś na Hali Radziechowskiej-super nocleg w wiacie. Obudziłam się o g. 4 a przede mną rozpościerał się przecudowny widok. Piękna pobudka, trochę mi takich brakowało przez tę pogodę, którą mam. Wschód słońca przysłonięty morzem mgieł. Niestety nim się zebrałam do zrobienia zdjęcia zaszły już chmury. Bardzo się cieszę, że tu nocowałam, bo to był piękny spektakl na rozpoczęcie dnia.


Na ten dzień miałam zakończenie szlaku w jedną stronę ok. 45 km, wiec cisnęłam mocno od samego początku. Od rana było duszno, takie burzowe powietrze, które ogranicza widoki, dlatego dużo zdjęć nie robiłam. Wpadłam na Baranią w nadziei, że kupię wodę, ale było dopiero po g. 7, więc wszystko zamknięte, dlatego ruszyłam dalej. Do Kubalonki nie spotkałam nikogo, pustki na szlaku. Szlak tutaj jest nie jednoznacznie oznaczony, musiałam się chwilę zastanowić nad mapą. Spotykam tu kolegę, który też robi GSB. Nagle podjeżdża samochód a mężczyzna z niego mówi: to Pani jest Szparaga? Tak sobie jadę samochodem i patrzę jakaś znajoma buzia. Ta wyprawa nie przestaje mnie zaskakiwać. Bardzo miłe spotkanie. Pan Tadeusz jest przewodnikiem. Powiedział mi kilka miłych słów, życzył powodzenia i pojechał dalej. Choć myślę, że w kontekście tej strony na pytanie: to Pani jest Szparaga, mogę odpowiadać: we własnym sosie.


Potem szlak prowadził mnie przez różne większe i mniejsze pagórki. Szło się bardzo przyjemnie. Powoli zaczęli pojawiać się na szlaku ludzie. Na Stożku na 20 km przed Ustroniem weszłam do schroniska, żeby kupić coś do picia. Z myślą o powrocie zagadnęłam, czy można się tu rozbić z namiotem. I tak od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać. Zdecydowałam się zostawić tu plecak i dalej pójść na lekko do Ustronia. Chciałam dojść sprawnie a balast na plecach mnie spowalniał i męczył. Dodatkowo miałam się spotkać w Ustroniu z 2 osobami. Jak się później okazało była to też dobra decyzja, bo na podejściu na Czantorię dopadła mnie burza, gdy doszłam rozpętała się mega ulewa. Dzięki temu, że szłam szybciej najgorsze przeczekałam pod dachem zamiast iść w tej nawałnicy. Przy stacji czekała na mnie Kasia z Ustronia, która odezwała się do mnie przez facebooka i byłyśmy tam umówione. Przyniosła mi banany, bułkę, soczek. Usiadłyśmy na chwilę, żebym mogła zjeść. A tu nagle w wieżę obok przywalił piorun! Szubko się poderwałyśmy i zaczęłyśmy uciekać w dół. Generalnie było oberwanie chmury. Ustroń zalany, woda po kostki. W takich pięknych okolicznościach wchodziłam do Ustronia. Kasia zbiegła do samochodu a ja dalej na Równicę, na ostatnią górę przede mną. Spotkałam tu chłopaka, który kończył GSB. Wyszedł z Wołosatego dzień przede mną 5 czerwca. Szłam na lekko, więc wyprzedziłam go i ruszyłam na metę. Tam czekał na mnie Artur Kulesza, który jest organizatorem

Beskidzka 160 i Piekło Czantorii. Wymyśla bardzo ciekawe biegi. Czekała też na mnie Kasia z mężem z gorącą herbatą i kanapkami. Odebrali też mój depozyt, więc nie musiałam się błąkać po Ustroniu. Miałam tutaj ogromne wsparcie i to znów nieznanych mi wcześniej osób. Zaoszczędziłam w ten sposób też dużo czasu. Skończyłam GSB o 17.50 i zaczęłam o g. 18.20. Było pół godziny, żeby się podzielić emocjami, porozmawiać. Ja musiałam wracać, bo na Stożku czekał mój plecak. Tego dnia czekało mnie chodzenie nocą. Planowałam dojść po g. 22. Ruszyłam na Równicę dobrze znanym mi szlakiem. Jednak na Czantorii miałam awarię. Złamał się mój kijek. Bez niego, przy takim obciążeniu i trasą przede mną mogłabym sobie rozwalić nogi. Minus jest taki, że musiałam poradzić sobie z tym problemem. Ogromny plus, że byłam jeszcze blisko Ustronia. Zadzwoniłam po Kasię z prośbą o pomoc. Zgarnęli mnie samochodem i pojechaliśmy samochodem do ich domu. Kijek został naprawiony, ale straciłam dużo czasu, dlatego dziś nocuję u nich korzystając z gościnności. Przynajmniej czeka mnie ciepła kąpiel. Bardzo Wam dziękuję za pomoc!


Spotkałam też dzisiaj na szlaku Jadzie, Filia, Jana i Michała z Krakowa, którzy też znają tę stronę. Kolejne miłe spotkanie na szlaku i górscy znajomi. Pozdrawiam was serdecznie




0 komentarz