• Dorota Szparaga

Spanie w namiocie

Zaktualizowano: lut 22

W jednych z postów pisałam wam już dlaczego decyduję się na spanie w namiocie. To co najbardziej lubię w wędrówkach górskich to przestrzeń, poczucie niezależności. Spanie w namiocie jest takim uzupełnieniem górskiej przygody.

Decydując się na namiot nie musiałam stresować się rezerwacjami, dojściem danego dnia do danego miejsca. Co okazało się bardzo istotne przy tak nieprzewidywalnych warunkach pogodowych, które miałam. Co prawda nie miałam przyjemności nacieszyć się cudownymi widokami zaraz po obudzeniu, ale kilka razy zdarzyło mi się nocować w namiocie wiacie. Gdy za Rymanowem-Zdrój dopadła mnie nawałnica rozłożyłam namiot w wiacie, wyjęłam śpiwór i mogłam się ogrzać.

Na tym wyjeździe ponownie doświadczyłam tego, że noclegi w cywilizacji rozleniwiają i wybijają z rytmu. Były niezbędne, bo musiałam się ogrzać lub podsuszyć sprzęt, ale zwykle było mi dużo trudniej wstać następnego dnia.

W tym poście chciałam Wam przede wszystkim przybliżyć temat spania w namiocie wraz z całym rytuałem wieczornym.

Mój zestaw do spania zawierał:

- namiot MSR Hubba NX 1250 g (Jest dość drogi, ale sprawdził mi się na kilku wyjazdach. To na co mi się w nim często przydaje to system nośny, który umożliwia rozstawienie namiotu bez wbijania śledzi: nocleg w wiatach, na łące w wysokiej trawie).

- śpiwór puchowy Aura Baza+ Komfort -16 1250g (Bardzo marznę, zwłaszcza po intensywnym wysiłku. Możliwe, że dla większości z Was wystarczyłby cieńszy)

- mata samopomująca TheramRest NeoAir 600 g

- bielizna termiczna

- ciepłe skarpety

Mój rytuał wieczorny wyglądał następująco:

- zdjęcie mokrych skarpet, umycie stóp, smarowanie maścią końską, nałożenie ciepłych skarpet i rolowanie

- zdjęcie reszty mokrych rzeczy, szybka toaleta, maść końska i nałożenie bielizny termicznej i obowiązkowo ciepłej kurtki puchowej

Miałam tez ze sobą kurtkę puchową i to okazał się strzał w dziesiątkę. Dopóki się poruszałam nawet mokra nie było mi zimno, ale jak kończyłam dzień natychmiast zaczynało mną telepać z zimna. Kurtka była niezbędna.

Potem rozkładałam namiot wraz z całym dobytkiem. Bardzo dbałam o to, aby mój śpiwór oraz mata do spania były zawsze suche, podobnie z ubraniami. Namiot na zewnątrz zawsze był wilgotny, ale w środku suchy. Ważne jest żeby zadbać o zabezpieczenie rzeczy noclegowych od wilgoci. Ja pakowałam je w wodoodporne worki turystyczne. Rozwiązaniem bardziej ekonomicznym są podwójne worki na śmieci (tylko takie grubsze).

Jak już byłam czysta, sucha i było mi ciepło zabierałam się za przygotowanie posiłku. Na noc w zasadzie jadłam najwięcej. Posiłek liofilizowany, zupę, białko na regenerację i dużo herbaty. Nawet jak jesteś padnięty nie kładź się bez jedzenia. Ja zrobiłam tak tylko raz. Efekty były takie: w nocy budziłam się z zimna i bólu mięśni a nad ranem bardzo ciężko wychodziło mi się z namiotu. Nie mogłam się w ogóle dobudzić. Organizm z braku jedzenia nie miał jak się zregenerować. Miałam wrażenie, że bierze na mnie odwet za ten błąd metodyczny i na złość nie pozwala mi w nocy spać.

Może niektórym z Was to co napisałam może się wydawać oczywiste, ale dla mnie na poprzednich wyprawach nie było, dlatego się tym dziele.

Na poprzednich wyprawach ciągle chodziłam niewyspana, bo w nocy marzłam i bolały mnie mięśnie. Dlaczego? Śpiwór, który miałam miał temperaturę komfortu 0 stopni. Na noc jadłam dwie zupki chińskie lub kubki knorra z odrobiną sera owczego i bagietki. Nie stosowałam też dodatkowego białka. Jedząc posiłek też trzęsłam się z zimna, bo miałam tylko bluzę i kurtkę.



0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie