• Dorota Szparaga

Relacja Główny Szlak Beskidzki: Bacówka na Maciejowej - Krościenko nad Dunajcem (Dzień 18)

Aktualizacja: lut 22

Dystans ok. 43 km (Total 700 km)


Ustawiłam sobie budzik na g. 4, ale padał deszcz, więc przestawiłam go na 4.30. Śniadanie jem osłonięta od deszczu w przedsionku na Maciejowej. Standardowo kaszka plus kawa. Do kawy miały być resztki ciasta od Kuby, ale gdy poszłam się w nocy myć i plecak zostawiłam na stercie drzewa (nim nierozważnie ciasto) jaki zwierz przyszedł, zwalił plecak i się poczęstował. Ze schroniska ruszam po g. 6 we mgle, która sprawia, że nic nie widać. Spotykam kolegę, którego znam z Kubalonki, gdy „kończyłam” szlak w kierunku Ustronia. Teraz spotkaliśmy się na Starych Wierchach. Planujemy razem podejść na Turbacz. Jest mgła i duża wilgotność- widoków zero. Zatrzymujemy się w schronisku na jajecznicę i zupę pomidorową. Tu się rozdzielamy. Ja zamiast pójść czerwonym szlakiem skręciłam na drogę rowerową. Dość szybko się orientuję i wracam na szlak. Patrzę a tu Marcin tuż za mną, więc nie ma wyjścia. Wygląda na to, że jesteśmy dzisiaj na siebie skazani.


Ruszyliśmy w dół dość żwawo. Mniej więcej w połowie zejścia do przełęczy Knurowskiej wychodzi słońce. To jakiś cud! Jak ja się cieszyłam, od tylu dni tylko mgła i deszcz a tu najprawdziwsze słońce. Nie myślałam, że można się tak cieszyć, że świeci słońce. Czasem lekko przysłonięte chmurami. W połowie drogi pytamy w agroturystyce

Noclegi u Chrobaków - Studzionki, Gorce czy możemy wziąć wodę. Nie tylko dostajemy wodę, ale zostaliśmy zaproszenie na chwilę odpoczynku w altance.


Po dojściu do przełęczy czeka na s podejście po Lubań. Podejście nie jest wymagające, Grunt jest twardy, więc idzie się nam bardzo dobrze. Końcówkę bardziej intensywną, już po kamieniach. Na szczycie czekają na nas piękne widoki. Jest absolutnie przepięknie. W tamtą stronę nic nie było widać a teraz aż zapiera dech w piersiach. Korzystam z chwili i rozkładam się na ławeczce. Turystów na szlakach brak.


Szybko schodzimy, bo chcemy dotrzeć za Dzwonkówkę, gdzie mamy obiecany nocleg w altanie. W Krościenku zaglądamy do sklepu, skąd dzwonię do agroturystyki, żeby uprzedzić, że odbiorę swój depozyt. Właściciele są tak mili, że proponują, że wyniosą mi go do szlaku, bo to tuż obok. Tak się stało. Dostałam swoją paczkę i ruszyliśmy pod górę. Zatrzymaliśmy się, żeby się przepakować obok jakiegoś domu. Wyszedł starszy pan i zaczął zagadywać co robimy, gdzie idziemy. Dość sarkastycznie mówi, że życzy powodzenia. Ja na to, że to tylko 6km, ale zdaniem [ana w błocie będziemy szli 3h. Rozsądek podpowiada zostań w Krościenku, mniejszy rozsądek mówi ciśnij pod górę, bo czas ci się już kończy. Trzeba cisnąć a tam jeszcze masz obiecany nocleg pod wiatą. Zdecydowanie wolę nocować w namiocie niż w agroturystyce. Rozbicie namioty w Krościenku to też słaby pomysł. Po chwili namysłu dzwonię do agroturystyki, gdzie wysłałam paczkę. Pani lekko zaskoczona. Rozbijanie namiotu w ogródku u Pani mogłoby ja trochę przerosnąć, choć myślę, że jest na tyle wyrozumiała, że wyraziłaby zgodę.


Kolacja w altanie z widokiem na Krościenko, które znajduje się lekko poniżej miejsca, gdzie nocujemy. W dole płynie Dunajec który po ostatnich opadach mocno przybrał. W tle cos na kształt zachodu słońca. Mam świeżą dostawę jedzenia, którą wykorzystuje maksymalnie.


Dziś wyszło prawie 50km chodzenia. Cieszyłam się długo wyczekiwanym słońcem. Jutro znów ma padać, ale jak to mówią: chwytaj dzień. A dzisiejszy dzień był przepiękny.


0 komentarz