• Dorota Szparaga

Główny Szlak Beskidu Wyspowego: Lubogoszcz-Szczebel-Luboń Wielki-Potaczkowa-Adamczykowa (Dzień 8)

Aktualizacja: mar 23

Trasa: Mszana Dolna – Lubogoszcz – Kasinka Mała – Szczebel - Przełęcz Glisne – Luboń Wielki – Rabka Zdrój – Potaczkowa - Adamczykowa – Mszana Dolna

Dystans: 37 km

Przewyższenia: +2088/-2088


Niestety to już ostatni dzień na szlaku… Od rana piękne słońce oświetla Lubogoszcz. Kieruje się tam zielonym szlakiem z Mszany Dolnej a pod nosem nucę piosenkę „Ta ostatnia niedziela, dzisiaj się rozstaniemy….”.

Jest rześko, na trawie widać przymrozek. Wspinam się żwawo leśną drogą. Po drodze podsumowuje w głowie szlak i już obmyślam co zrobię zimą. Na Lubogoszczy jestem kompletnie sama. W tym roku jestem już kolejny raz na tym szczycie. Zdobyłam go wszystkimi możliwymi szlakami w obie strony. Rozkoszuje się przez chwilę otaczającą mnie ciszą i widokami prześwitującymi pomiędzy drzewami.


Dalej podążam czerwonym szlakiem na Lubogoszcz Zachodni, aby dalej zmienić kolor szlaku na czarny. Po drodze mijam bazę Lubogoszcz położoną w lesie. Tutaj latem jadłam przepyszne naleśniki. Na zbiegu spotykam pierwszych turystów. Ten widok jest dla mnie zaskoczeniem, bo w środku tygodnia nie spotykałam ich wcale. Dobiegam do Kasinki, gdzie szlak kawałek prowadzi asfaltem. Początkowo szlak idzie łagodnie pod górę, ale wiem, że czeka mnie konkretne podejście. O dziwo, krótkie strome podejścia są dla mnie mniejszym wyzwaniem niż te dłuższe.

Na Szczebel wchodzi się tak jakby po takich dużych schodach. Gdzie nie gdzie szlak zawalają połamane drzewa a pod stopami kamienie i błotko. Już widzisz prześwit a tu kolejny szczebelek. Na szczycie jest trochę osób, ale jak na tak piękne widoki, stosunkowo mało. Na chwilę przysiadam i kontempluje widoczki. Potem szybki zbieg na Glisne, bo tam miałam się spotkać ze znajomym. Ze spotkania nic nie wyszło, ale chociaż pogrzałam się przez chwilę w słoneczku. Dużo osób podjeżdża tu samochodem, żeby wspiąć się na Szczebel lub Luboń Wielki. Oba podejścia mają między 2 a 3 km. Z przełęczy roztaczają się piękne widoki. Krowy, które pasą się nieopodal podziwiają ich codziennie. Dość sprawnie pokonuje strome podejście na Luboń Wielki.


Pogoda zgodnie z zapowiedziami zaczyna się zmieniać. Nadchodzą chmury i robi się rześko. Na Luboniu przeżywam szok – tłumy turystów. Obok rozlega się głos obsługi ze schroniska: „pierogi 3 razy”. Nieopodal zapach ogniska. Szybko robię zdjęcia i uciekam żółtym szlakiem w kierunku Rabki. Zejście jest bardzo strome i nieco śliskie. Potem szlak przenosi się w kierunku gołoborza. Skały idealnie komponują się z brązowymi i żółtymi liśćmi. Na zejściu jest piękny widok. Potem już lecę wąską, krętą, leśną ścieżką. Idę uważnie, żeby nie zamoczyć butów. Niestety na nic zdały się moje starania. Gdy przechodzę po kłodzie drewna, aby uniknąć błota wywijam orła i centralnie wpadam w błoto. No to po zawodach. Teraz już nie muszę uważać. Dalej już mi wszystko jedno. W międzyczasie dzwoni znajomy i umawiamy się na Potaczkowej. Podkręcam tempo. Tak się śpieszę, że nie zmieniam szlaku żółtego na niebieski w Rabce i skracam sobie drogę o jakieś 9 km. Najlepsze jest to, że zorientowałam się dopiero, jak wróciłam do domu. Przez chwilę nawet chciałam się wrócić, żeby nadrobić ten kawałek. Moje próby przyśpieszenia spowalnia błoto. Ten fragment również zwiedzałam latem. Mijam rzekę, nad którą jadłam ostatnio posiłek. Wtedy byłam z namiotem więc dostęp do wody był dla mnie bardzo atrakcyjny. Szlak prowadzi polami pomiędzy jednym wzniesieniem a drugim. Robi się szarówka. Na Potaczkowej spotykam się z Józkiem. Próbujemy nakręcić krótki filmik. Wiatr hula, sprzęt, nie domaga, nogi podmarzają. A wydawało się, że ten dzień będzie taki normalny. Wiatr jest tak głośny, że próbujemy nagrać coś kilka razy. Jest mi coraz bardziej zimno. Jednak świadomość, że wrócę do ciepłego domu sprawia, że nabieram otuchy. Ten dyskomfort szybko minie. W dole majaczą światła Mszany a nad górą króluje metalowy krzyż. Przede mną tylko 8 km, a ja już wolałabym być w domu. Ta góra mnie doświadcza. Gdy latem tu byłam natrafiłam na imprezę Panów na quadach. Zeszłam wtedy na dół w krzaki i czekałam z rozbiciem namiotu aż skończą. Też wtedy bardzo zmarzłam. Józek chce schodzić wygodną drogą ale ja nalegam na szlak. Jest stromo, więc zalicza upadek. Gdy idziemy dalej przed nami wyłania się cudny księżyc. Zaczynamy sesje zdjęciową – to zejście jest coraz bardziej ciekawsze. Dochodzimy do Podobina. Józek proponuje podwózkę do Mszany. Mam wybór: jechać cieplutkim samochodem lub iść kilka kilometrów w nocy przez pola. Wiadomo, że wybieram noc i pola. Takie doświadczenia zawsze potem wspominam.


Podobin pokonuje w asyście szczekających psów. Potem wchodzę na ciemne pola. Po drodze zdobywam jeszcze Adamczykową. Dalej droga jest zgubna, ale ja już ją na szczęście znam. Nagle widzę jakieś światełka przy polnej drodze. Podchodzę bliżej i napotykam krzyż, znicze i kwiaty. Uruchamia mi się wyobraźnia. Przypominają mi się opowieści mojej babci o duchach. Z łąk wybiegam na asfalt i wreszcie dobiegam szczęśliwa do Mszany. Na ulicy gonię za jednym, jedynym przechodniem. Proszę o zrobienie zdjęcia. Na szczęście nie ucieka.

Rozpiera mnie w środku poczucie szczęścia i spełnienia. To było cudownych 8 dni. Jestem w lekkim szoku. Zmęczenie i zimno odchodzi. Zamiast kierować się do „Słoneczka” – mojej bazy na pyszny obiadek idę do parku miejsku, żeby znaleźć umowną tabliczkę początku szlaku. W parku mnóstwo młodzieży. Ubłocona, z czołówką na głowie pytam ich o tabliczkę. Otrzymuje różne odpowiedzi, ale żadna nie jest prawidłowa. W końcu odpuszczam i wracam do Pensjonatu „Jak u mamy”. Wcześniej dzwoniłam do gospodyni, żeby powiadomić, że będę około 20.00.


Gdy przychodzę czeka na mnie ciepły obiad. Potem gorący prysznic. Siadam na spokojnie, patrzę gdzie byłam i łapię się za głowę. Ominęłam kawałek szlaku. Ten dzień był bardziej ekscytujący niż myślałam, że będzie. Zdobyłam jedne z najbardziej atrakcyjnych szczytów, było też spotkanie na szlaku z parą z Krakowa, Potaczkowa w towarzystwie Józka i wędrówki nocne. Teraz odeśpię a jutro praca. Na szczęście zdalna, więc jeden dzień mogę tu jeszcze zostać i odpocząć.

Główny Szlak Beskidu Wyspowego za mną a co przede mną…




0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie