• Dorota Szparaga

3 najczęstsze błędy popełniane w żywieniu na szlakach długodystansowych

Tym razem Marta Naczyk - dietetyk sportowy opracowała dla Was najczęstsze błędy popełniane przy długotrwałej wędrówce. Warto spojrzeć krytycznym okiem na swój jadłospis w góry, bo wiem po sobie, że łatwo je popełnić.

NIEDOJADANIE W TRAKCIE WYSIŁKU. Narastający deficyt kaloryczny wpływa na problemy z regeneracją każdego dnia (efekt kuli śnieżnej) i powoduje coraz częstsze kryzysy w trakcie kolejnych etapów.

ZBYT DUŻA MONOTONIA PRZY DOBORZE PRODUKTÓW, z których będziemy korzystać. Po paru dniach nawet największy rarytas staje się smutnym obowiązkiem do zjedzenia. Różnorodność to klucz do sukcesu.

NIEZADBANIE O REGENERACJĘ PO KAŻDYM Z ETAPÓW, to z pewnością jeden z podstawowych aspektów do dopilnowania, aby z sukcesem ukończyć wielodniowe wyzwania.

I kilka słów od Szparagi:

Przed wyprawą konsultowałam się z Martą. Zależało mi na tym, aby trakcie pokonywania GSB uniknąć błędów żywieniowych i mieć siłę na kolejne dni. To był najlepiej przygotowany pod względem żywieniowym mój wyjazd. Niestety nie obyło się bez kilku potknięć.

WARUNKI ATMOSFERYCZNE SPRAWIAŁY, ŻE MOJE ZAPOTRZEBOWANIE KALORYCZNE BYŁO WYŻSZE NIŻ ZAKŁADAŁAM. Na każdy dzień miałam zaplanowaną ilość kalorii, która teoretycznie powinna wystarczyć. Jednak niesprzyjające warunki pogodowe (deszcz, błoto) spowodowały, że moje zapotrzebowanie kaloryczne było wyższe. W jedną stronę stronę jadłam to co miałam w depozytach plus owoce ze sklepu. w pierwszym tygodniu zaczęłam tracić wagę co m.in powodowało okresowe spadki tempa.

W drodze powrotnej zatrzymywałam się w schroniskach i często jadłam ciepłą zupę. Starałam pilnować się, jeść więcej, jeżeli chcę skończyć to co sobie zaplanowałam. Dwa razy zdarzyło mi się nie zjeść (śniadania i kolacji). Raz z powodu zmęczenia a drugi z powodu braku wody. Wstałam, ruszyłam z myślą, że w najbliższym schronisku wezmę wodę i zjem śniadanie. Niestety o 7 rano posiłki nie były jeszcze wydawane. Stwierdziłam, że dociągnę kilka kilometrów do kolejnego schroniska. Tak mnie wtedy wychłodziło, że w połowie drogi gdy zobaczyłam wiatę musiałam się zatrzymać, żeby zrobić sobie gorącej kawy (wodę na szczęście w międzyczasie zdobyłam). Potem już nie zdarzyły mi się takie wpadki.

RUTYNA. Na śniadanie miałam trzy rodzaje kaszek i jajecznicę liofilizowaną. Kaszki dają super energię i na wcześniejszych wyjazdach wchodziły jak złoto. Tym razem po pewnym czasie musiałam je w siebie wmuszać. W końcu zaczęłam dokupywać płatki owsiane. Słone, zdrowe przekąski takie, jak ciecierzyca były smakołykiem w jedną stronę a w drugą już życie bym oddała za krakersy. Tak samo przejadły mi się żelki. Natomiast batony mi smakowały do samego końca.

BRAK POSIŁKU REGENERACYJNEGO. Kolacja była dla mnie najważniejsza. W trakcie tego posiłku jadłam najwięcej: liofil, białkoo, zupka a czasem też buła. Raz, gdy nie zjadłam kolacji w nocy mną telepało i obudził mnie ból mięśni.

W mojej opinii błędów na trasie popełniłam stosunkowo niewiele. Dzięki dbaniu o jakość jedzenia i odpowiednią wartość energetyczną nie miałam długich spadków mocy. Ukończyłam szlak z niższą wagą, ale w dobrym zdrowiu.



0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie